Piękno natury odegrało dziś przede mną spektakl rodem z „Króla Olch” Goethego. Jestem zachwycona tym wspaniałym nokturnem, jaki zainscenizowały na niebie drzewa, chmury, mgła i Księżyc.Taka noc może człowieka szarpnąć za duszę i przenieść go, choć na moment, w świat klasycznie pojętego romantyzmu, w świat sennych wizji, marzeń, modlitw i cudownych objawień.W takim czarodziejskim mroku…
Lori Lansens, „Opowieść żony”
W dniu 25 rocznicy ślubu, Mary Gooch czeka na powrót swego męża, Jimmy’ego. To zdawałoby się powszednie, lecz tym razem nadzwyczaj długie, a do tego zakończone dramatycznym osamotnieniem czuwanie mimowolnie przeistacza się w akt osobistej wiwisekcji. Główna bohaterka rozpoczyna podróż w głąb siebie, w głąb swoich tęsknot, skarg i zażaleń, niepowetowanych strat i pozornych zysków,…
Dwa na minusie
Joanna Rawik i Jan Frycz. Ich też już nie ma. Rawik to dla mnie co prawda wyłącznie jedna piosenka, ale jaka, ale z iloma wspomnieniami związana, ale ile razy wyśpiewywana na rodzinnych ogniskach! Do dziś lubię ją sobie zanucić i na chwilkę przenieść się w tamte dni. Wspaniały tekst, oryginalny głos, piękna dykcja, cudowna nostalgia,…
Zachód słońca o zaćmieniu
Zaćmienie zaćmieniem, i tak nie miałam czym go podziwiać, więc skupiłam się na tym, co było widoczne gołym okiem, a był to jeden z piękniejszych zachodów słońca w ostatnich latach… 🙂
Znowu o jednego mniej
Czytam ostatni już tom dzienników Agnieszki Osieckiej (1956-1958), a na stronach tych zapisków pełno jest Abramowa-Newerlego. Nie bez powodu, wiadomo, wszak to on był jednym z założycieli Studenckiego Teatru Satyryków (STS, 1954), dla którego tworzył w tamtych latach, podobnie jak Osiecka, różnorodne skecze i piosenki. I nagle, dziś, taka wiadomość. Jarosław Abramow-Newerly nie żyje. Niby…
Julian Tuwim, „Odezwa do psów”
„I wy, warszawskie psy, w dniu karyPsi obowiązek swój spełnijcie,Zwyjcie się wszystkie i zbiegnijcieStraszliwe pomścić swe ofiary.Za psy bombami rozszarpane,Za zmarłe pod strzaskanym domem,Za te, co wyły nad swym panem,Drapiąc mu ręce nieruchome;Za te, co wdziękiem beznadziejnymŁasiły się do nieboszczyków,Za śmierć szczeniaczków, co w piwnicyJeszcze bawiły się w koszyku,Za biegające rozpaczliwie,Pozostawione po mieszkaniach,W dymie duszące…
Wieczne zamyślenie nad koncepcją życia
Problem każdego dnia jest dla mnie nie sprawą, pt. „co będę jutro robiła?”, ale „na jakiej zasadzie będę jutro żyła?”. Wtedy, kiedy powinnam myśleć o tym, czym jechać – tramwajem czy autobusem – zastanawiam się bez przerwy nad koncepcją życia. Może nie „dokąd”, ale „którędy”. Z Osieckiej.
„Pantera”, Rainer Maria Rilke
Tak ją znużyły mijające pręty,że jej spojrzenie całkiem się zamąca.Jakby miał tysiąc prętów świat zaklętyi nie ma świata prócz prętów tysiąca. Jej miękki chód na opór nie napotka,wędrując wewnątrz najmniejszego pola –to jakby taniec siły wokół środka,w którym zdrętwiała trwa ogromna wola. Niekiedy źrenic unosi zasłonęcicho. – I obcy obraz się przedziera.Idzie przez ciała milczenie…
Ponownie wydarzył się cud
Nie no, to jest jakaś fikuśność nie do ogarnięcia… Po ponad miesiącu doszła do mnie urodzinowa kartka od przyjaciółki! Pocztówka nie ma żadnych zagnieceń, zagięć, oberwań czy innych nadstrzępień, jedynie koperta była lekko wymięta. Biorąc jednak pod uwagę możliwą drogę, jaką ta przesyłka przeszła… W istocie, jest to cud. Ewentualnie można sobie smętnie westchnąć i…
Koty czarnogórskie
Przyjaciółka wakacjuje się na objazdówce po Bałkanach, wczoraj była w Czarnogórze i podesłała mi taki uroczy duecik z dopiskiem: „Tutaj jest mnóstwo kotów. Koty nawet śpią w sklepach z pamiątkami i nikt ich nie wygania”. 🥰 A trzeba wiedzieć, że koleżanka za kotami nie przepada, więc tym bardziej doceniam fotograficzną suwenirę wyłącznie na mój użytek.🥰
Cwietki i inne zjawiska
Kwiatki. Kolorowe, pachnące, moje własne osobiste. Dalie, lwie paszcze, aksamitki, nagietki i ukochane g(w)oździki. Bocianie sejmiki (już?!?) czy coś w tym stylu, no ale jak inaczej nazwać ten ich dzisiejszy nagły zryw, kilkadziesiąt ptaków krążących nad wioską i późniejsze okupowanie dachów niemalże wszystkich domów w okolicy? I pajęcza sieć. Niezbyt miłej proweniencji, ale miła dla…
Nogi wyzwolone
Wielki to był dzień, niespotykany to był dzień, albowiem matka moja osobista, zobaczywszy w telewizji jakąś dziewczynę, zakrzyknęła na cały dom: „Boże! Ona ma nogi poobdzierane gorzej niż ty!”. Tym oto sposobem doczekałam się wreszcie odpuszczenia mi, oby raz na zawsze, tematu moich poobijanych, podrapanych, podziurawionych (tak, wgniecenia od uderzeń w meble również posiadam) i…
Frużelka
Kilka dni temu poszłam do ogrodu i narwałam wiśni. Owoce były tak smaczne i tak piękne, że postanowiłam (nie przemyśliwując zbytnio wagi tej decyzji) zrobić tort. W trakcie wstępnej fazy działań, wykonałam pierwszą w życiu frużelinę. Wyszła idealna! Potem przygotowałam masę na biszkopt. Tu doświadczyłam małego załamania nerwowego, bo (za krótkie, jak się okazało i…
Translokacja przy pomocy radia
Siedzę ja sobie na Podlasiu, przy porannej kawie, przegryzam sobie ciasto, w tle gra radio Złote Przeboje, aż tu nagle szumy, trzaski, piski (jak dawniej!); i nagle na częstotliwość polskiego radia „wskakuje” częstotliwość jakiegoś włoskiego radia! Zupełnie niespodziewanie przenoszę się do słonecznej Italii. Przedstawiają mi się tam jako Cesto Cinque. I radio to jest wspaniałe! …
Samoistny ruch ciszy
Wszelka burza uspokaja się i ustępuje miejsca chwilowej ciszy. Ale życie nie zatrzymuje się ani na jedną chwilę, cisza ta pełna jest także własnego ruchu, którego nie widzi się na zewnątrz, a często nie uświadamia się go w pełni nawet w głębi duszy. W takiej ciszy następuje jakby »przegrupowanie sił«<, tworzą się inne ich kierunki,…
Czasami wydarza się cud
W dni, takie jak te, kiedy niebo jest błękitne, słońce świeci, a lekki wiatr przynosi ulgę od upału; kiedy oszałamiająco pachnie skoszona trawa; kiedy młode, białonogie jeszcze bociany penetrują świeże pokosy, kiedy koty swobodnie harcują w ich towarzystwie i nieustępliwie czekają na chwile swych łowieckich triumfów, kiedy drogą jeździ Bizon, kiedy sąsiad zwala łopatą zboże…
Capacity and love aren’t the same system
When they love you and still can’t show up.Not won’t.Can’t. The distinction matters. Your partner will not always be available. They will feel tired.Distracted.Defensive.Limited.Inarticulate.Preoccupied with their own stuff. And when you’re hurting, that can feel brutal. Because you don’t feel their limitation.You feel abandoned by it. So your mind starts filling in the blanks. „If…
Zygmunt Hübner, „Przepraszam, nic nowego”
Moje oficjalne pożegnanie z felietonami Hübnera miało miejsce ponad trzy miesiące temu. Pełna wrażeń i przemyśleń po owej lekturze, planowałam błyskawiczne podsumowanie i bezzwłoczne wrzucenie owych konkluzji na blog. Całe to zadanie autorytarnie obciążyłam klauzulą natychmiastowej wykonalności, a mimo to – nie udało się. 😉 Jak bowiem (po raz kolejny) uczy życie, w tak zwanym…
It’s all about asking the right person
One of the hardest lessons I’ve learned is that love shouldn’t need constant reminders.You shouldn’t have to teach someone to consider you, appreciate you or make you feel chosen over and over again.The right person won’t do everything perfectly.But you’ll never have to convince them that your needs matters. And as my final act of…
Tu schyłek, tu początek
Lato rozpoczęło się na dobre. Wskazuje na to i kalendarz, i temperatura (wreszcie!). Tymczasem inne sprawy mają się ku końcowi. Jaśminowiec pożegnał resztki swego śnieżnobiałego kwiecia. Piwonie powoli dokonują swego żywota, a moje żółte, trochę dziwaczne, ale i urocze paznokcie, cudownie kontrastują z intensywnie różowym odcieniem lekko już oklapniętych peoniowych płatków. Patrzę na tę grę…
Wiejskie tutti frutti
Przerzuciłam trzy metry sześcienne drzewa.Powywoziłam pierdyliard taczek ze skoszoną trawą.Uprałam nareszcie białe buty, które na solidne czyszczenie czekały od ostatniej „wielopostaciowej” podróży.Zreperowałam mały ubytek w jednym z moich ulubionych dezabili. A teraz pada spokojny deszczyk, pokój nadal oszałamiająco pachnie piwoniami, ja przeglądam sobie Internety, podczytuję książkę, kątem oka spoglądam na lecący w tle serial i…
Różowy ruch oporu
W świecie bezmiernego konsumpcjonizmu i w zasadzie bezdyskusyjnego przekonania o tym, że wiarygodną, wielką, niepowtarzalną, głośną i znaczącą radość trzeba czy też można wyłącznie kupić; zachwyt nad zupełnie darmowym, wiejskim bukietem piwonii stanowi wyjątkowo malowniczy, a zarazem napawający jakimś takim… namacalnym optymizmem symbol wewnętrznego oporu przeciwko temu galopującemu merkantylizmowi i wszechobecnemu sparszywieniu. Radość nie musi…
A planety szaleją…
Wenus i Jowisz coraz bliżej siebie… Ja nie wiedziałam, że to aż tak! 😉 Jakiś czas temu, przypadkiem, dowiedziałam się, że na początku czerwca (8-9) będę miała niebywałą okazję obserwować jedno z najbardziej widowiskowych zjawisk planetarnych tej dekady, czyli koniunkcję Wenus i Jowisza, najjaśniejszych planet w Układzie Słonecznym, ze skromnym towarzyszeniem Merkurego; i od tamtej…
Perfumowa suwenira
Bliskość imienin, dnia dziecka oraz urodzin bywa okolicznością genialną, wspaniałą, boską wręcz! Zwłaszcza, gdy namacalne przejawy tej zespołowości przybierają formę dużych, naprawdę dużych paczek, pełnych zapachowych cudowności. A w kartoniku, elegancko i grupkami, leżały sobie perfumy ulubione i wymarzone. Perfumy, które zjawiły się u mnie po raz n-ty oraz perfumy, które czekały na swoją kolej…
Pogodowa siurpryza
Umyłam okna, coby było jaśniej, ładniej i czyściej, gdyż tonęły w brudku, żółciutkich ścieżkach popyłkowych i ogólnym zaniedbaniu. Efektami pracy pocieszyłam się… godzinę. Potem przyszła ulewa i na nowo pomalowała widocznie proszące się o jakieś upiększenia szkło. Cóż, deszcz jest potrzebny, a szlaczki wodne na szybach lubię bardzo. 😉
Nieskrępowane loty
Wiatr oszalał. Od dwóch dni pędzi po świecie z infernalną prędkością, bezczelnie wymusza na drzewach głębokie ukłony, bezlistośnie rozwichrza kocie futerka i przewraca książkowe stronice z taką pasją, jakby to on sam czytał zapisane na nich historie. W takich warunkach nie da się ani rozkoszować słonkiem, które o dziwo uparcie objawia się na niebie i…
Wonna mozaika
Mój pokój pachnie lilakiem, jaśminem i bursztynem. Mój pokój pachnie majem. Mój pokój pachnie wierszami i dziennikami. Mój pokój pachnie podskórnie, niepokojąco i odrobinę zwierzęco. Mój pokój pachnie kobietą.
Nocne zachwyty
Oglądam zdjęcia Chłopa, który był wybył w celach różnorakich do innego województwa i stwierdzam – mam gust. I jest to gust szlachetny, wyszukany oraz staromodny, w dobrym tego słowa znaczeniu. Podczytuję dzienniki Osieckiej. Popijam gazowaną wodę. Niebo serwuje mi od zachodu minimalistyczny, ale wspaniały w swej prostocie obraz. Od wschodu zaciąga elektrycznością. W oddali słyszę…
Mariola Pryzwan, „Bursztynowa dziewczyna. Anna Jantar we wspomnieniach”
Kilka wyróżniających się ewokacji, piękne zdjęcia i ładne kolory w ramach nielubianej przeze mnie szaty graficznej. Tyle mam dobrego do powiedzenia na temat tej książki. Bowiem jak to u Marioli Pryzwan bywa: jakość ustąpiła miejsca ilości, harmonia oddała pole do popisu bezplanowości, a za naturę publikacji odpowiada li tylko osoba głównej bohaterki. To było moje…
Sama radość
Tych kilka minionych dni i ten dzisiejszy są zaskakująco przepiękne.Trochę chmur na błękitnym niebie, prawie upał, a jednocześnie wieje orzeźwiający wiatr. Chodzę w krótkich spodenkach i byle jakiej, rozchełstanej koszulce.Po południu siedzę z książką przed ukochanym sadem.Świat tonie w zieleni, zapachu maja i rozwijającego się bzu. Nie mogę spać, budzę się o świcie i tak…
Zygmunt Hübner, „Loki na łysinie”
Pisać felieton to tyle,co kręcić loki na łysinie.Karl Kraus Zygmunt Hübner: reżyser teatralny, aktor, dyrektor teatru i eseista; był długoletnim felietonistą miesięczników „Odra” (1960-1964) i „Dialog” (1966-1989) oraz tygodnika i dwutygodnika „Teatr” (1969-1977). „Loki na łysinie” stanowią wybór jego tekstów z lat 1976-1985 i jest to doskonała pozycja czytelnicza nie tylko dla miłośników melpomeny oraz…
Mimochodem
Ot, zwykłe późne popołudnie, zachodzące słońce, coraz śmielej poczynająca sobie zieleń i to światło…Światło, które w sekundzie przenosi mnie w rodzinne strony, na osiedle, po którym biegałam w dni, takie jak ten. Uwielbiałam gonić tak zachodzące słońce. Uwielbiałam krążyć wokół bloku, zaglądać w różne zakamarki blokowiska i tam tropić arterie, którymi podążało to uciekające słoneczko….
Niezwykłe radzieckie przystanki
Na takie cuda natrafiłam dzisiaj w internetowym śmietnisku. Kanadyjski fotograf, Christopher Herwig, przez 12 lat podróżował po dawnym Związku Radzieckim. Poruszał się od Ukrainy przez Gruzję do Kazachstanu i potem do krajów bałtyckich. Pokonał ponad 50 tysięcy kilometrów, a po drodze zrobił niemal 750 zdjęć nietypowych, niesłychanie oryginalnych budowlanych konstrukcji, pełniących rolę przystanków autobusowych. Uwiecznione…
Artur Cieślar, „Listy do Małgosi. Jabłoń kwitnie zawsze”
„Małgosiu, tęsknię. I nikomu o tym za bardzo nie mogę mówić, bo to brzmi dziwnie i niezrozumiale dla innych. Jak to on tęskni? A co to, mąż był, syn, czy co? Nie. Ani mąż, ani syn. Przyjaciel”. Książka-ślad.Książka-ewokacja.Książka-lament. Artur Cieślar przyjaźnił się z Małgorzatą Braunek przez wiele lat, w trakcie których z niegasnącym zamiłowaniem odprawiali…
Magnolia soulangeana
Nawet nie zauważyłam, jak magnolie opanowały miasto… Gapa ja! Tyle małych, średnich i większych drzewek się pojawiło wokół, że to głowa mała. Od kiedy to jest tak popularne? Bo, że piękne to z tym nawet nie dyskutuję. Choć przez moje zapóźnienie dorwałam je fotograficznie w stanie rozpoczętego przekwitu, a więc w stanie nadal urodziwym, ale…
Ozłocić smutne życie marzyciela
Zapragnęłam blasku. Ot, po prostu zachciało mi się rozpieścić: po babsku, bez wielkiego filozofowania, dla rozrywki, dla osłody codziennych wyzwań, smutków, problemów i niespełnionych marzeń oraz – przede wszystkim – z samego tytułu bycia kobietą i posiadania „tego do ten”. Ale gdybym wiedziała, z czym przyjdzie mi się zmierzyć w trakcie dążenia do satysfakcjonującej realizacji…
Osaczenie
Internet zupełnie poprzestawiał ludziom w głowach i wielu, naprawdę wielu utwierdził w przekonaniu, że nienormalne jest nowym normalnym. Nie za wiele mam do ukrycia, nie jestem posiadaczką wielkich tajemnic, nie uważam jednocześnie, że moje życie jest na tyle ciekawe, żeby od A do Z opisywać je na blogu czy na jakiejkolwiek innej wirtualnej, otwartej dla…
Wytchnienia mi daj!
Dookoła wszędzie tyle niepotrzebnych dźwięków, buczących rur. Hamujących autobusów, cudzych telewizorów. Poglądów nie do przyjęcia. Ludzi nie do oglądania, zapachów nie do wąchania. Dojdzie do tego, że człowiek zacznie z ulgą myśleć o grobie jako oazie spokoju i ciszy. I wytchnienia. Jak na złość lodówka zaczęła wściekle warczeć i już ledwo mogę wytrzymać. K. Kofta,…
„Jabłoń w ogrodzie, morze jest blisko. Małgorzata Braunek w rozmowie o życiu z Arturem Cieślarem”
Podobno niektórzy ludzie mieli ogromny niedosyt po lekturze „Jabłoni w ogrodzie…”. Rzeczywistość nie spotkała się z ich bulwarowymi oczekiwaniami. Ich zdaniem, jeśli taka aktorka zgodziła się już o sobie opowiedzieć to znaczy, że powinna opowiedzieć o wszystkim. „A kiedy nogę złamała, pierwszą grypę przebyła, pierwszą miesiączkę, pierwszy romans, ciążę, a czy chcianą, czy nie?”. Tym…
Bezprzedmiotowe święta
Bez spiny. Bez afektacji. Bez pustych życzeń. Bez cudzych tradycji. Bez udawania. Bez ohydnej sałatki warzywnej. Bez śmierdzącego jajem, padliną i jakąś randomową zieleniną, a do tego oblanego księżowymi siuśkami koszyczka. Bez sztucznie podtrzymywanych przy życiu, a de facto nieistniejących rodzinnych więzi. Bez stołu zakrytego obmierzłymi serwetami w starym stylu. Bez gadek o niczym. Bez…